Czarownice ze Zlatych Hor PDF Tisk Email
Hodnocení uživatelů: / 4
NejhoršíNejlepší 
Napsal uživatel Andrzej Dereń   
Sobota, 09 Květen 2009 19:39
There are no translations available.

Stos

Palenie ludzi... Cóż bardziej zwyrodniałego można sobie wyobrazić? Nieopisane męczarnie dokonywane w imieniu wiary i prawa, niejednokrotnie na oczach akceptującego zbrodnię ludu. Niestety te wydarzenia, niemal obce... historii tolerancyjnej Polski miały miejsce w Górach Opawskich. Na stosach podgórskich miast spłonęło kilkadziesiąt osób, w większości kobiety.

Zlate Hory

W Zlatych Horach procesy czarownic zaczęły się wraz z końcem lat 30-tych XVII wieku, kiedy szukano winnych wielkiej zarazy, która przeszła przez okolice Nysy. Henryk Franciszek BobligW latach 1632 - 33 w Zlatych Horach zmarło w wyniku zarazy 4.000, natomiast w Nysie około 6.000 osób! Nowa fala prześladowań w mieście wybuchła po 1651 roku, kiedy spalono 54 kobiety, głównie z bogatych rodzin. Niepoślednią rolę odgrywał w tym dziele Henryk Franciszek Boblig z Jesenika.

Genezy wydarzeń na pograniczu Moraw i Śląska należy szukać kilkaset lat wstecz. W XIII wieku papież Grzegorz IX powołał do życia Świętą Inkwizycję, instytucję zajmującą się początkowo zwalczaniem albigensów (ruch religijny we Francji), potem jednak walcząca ze wszystkim, co było niezgodne z wiarą Kościoła. Inkwizycja działała według zasad sądownictwa.Sala torturOgłoszenie wyroku często poprzedzane było okrutnymi torturami, których celem było przyznanie się winnego do zarzucanych mu czynów. Z pośród krajów europejskich inkwizycja "zasłynęła" swoją działalnością w Hiszpanii, gdzie zwalczała muzułmanów i żydów.

Jak wspomniano wcześniej procesy czarownic nie ominęły Gór Opawskich. W XVII wieku wyróżnił się pod tym względem obszar księstwa nyskiego z jej miastami: Głuchołazami, Zlatymi Horami, Jesenikiem i oczywiście Nysą. Pierwszy sąd w celu zwalczania "sług Diabła" powstał w Nysie w 1622 roku, a więc podczas wojny trzydziestoletniej. Wkrótce podobne instytucje powołano w innych miejscowościach.

Widok przedstawiający zdobycie przez Szwedów zamku w Jeseniku

Potężną ilość wykonywanych wyroków może tłumaczyć to, iż kaci oraz członkowie sądu otrzymywali wysokie wynagrodzenie za swoją aktywność. Za przeprowadzoną egzekucję kat otrzymywał od 6 do 8 talarów oraz wino, jego sługa 2 talary a pomocnicy po 1. Co prawda koszty sądowe były wyższe od przychodów, jednak rekompensował to zabór majątku osądzonego. Powyższe zasady sprzyjały więc nadużyciom, denudacjom, korupcji i okrucieństwu.

Velke Losiny

Znamienna jest śmierć na stosie księdza Krzysztofa Lautnera w Velkich Losinach, który był dziekanem w Osobłodze pod Prudnikiem oraz proboszczem w ©umperku. Jego winą było to, iż stawał w obronie niesłusznie oskarżonych o czary.

W tej niewielkiej, dziś uzdrowiskowej miejscowości spalono na stosie 39 osób.

Głuchołazy

Wiedźma

Czarna karta dziejów Głuchołaz związana była ściśle z siedzibą księstwa, na którego terenie znajdowało się miasto - Nysą. Po utworzeniu sądu inkwizycyjnego w Nysie, jego odpowiedniki założono w Jeseniku i w Głuchołazach. Na czele sądu w tym ostatnim mieście stały dwie postacie, komisarz Schoenwitz i Pascal Nase oraz ich kat Georg Hillebrand nazywany Mistrzem Georgiem. Długoletnia działalność inkwizytorów sprawiła, że mieszkańcy z coraz powszechniejszą wiarą zaczęli upatrywać swoje nieszczęścia w czarach rzuconych przez niesprzyjające im osoby. Znana jest historia rolnika Bauera z Konradowa, którego krowy nie dawały mleka. Zmartwiony chłop udał się do kata, który po obejrzeniu stajni stwierdził, że krowy rzeczywiście są pod działaniem czarów. By je zwalczyć kazał Bauerowi wziąć nóż i wbić go między kolana wizerunku Jezusa na krzyżu. Potem zabronił członkom rodziny wychodzić przez osiem godzin z domu. Czarownicą miała być osoba, która jako pierwsza wejdzie do ich domu.

O czary posądzono również pewną starszą kobietę z Jarnołtówka, która nie mogąc wytrzymać szykan powiesiła się. Wystraszeni ludzie nie pochowali jej na miejscowym cmentarzu, ale w miejscu niczyim, a więc "na trzech granicach" (patrz: Kamień Morderczy), na Przełęczy pod Zamkową Górą.

Miejsce kaźni

W Głuchołazach miejsce egzekucji nie znajdowało się bezpośrednio na terenie miasta w obrębie murów obronnych. Karę wykonywano na szczycie Szubienicznej Góry, znajdującej się kilkaset metrów na zachód od miasta. To interesujące miejsce nazwane zostało przez Głuchołaskie Towarzystwo Promenadowe - Czarcią Amboną, bowiem z tego miejsca diabeł miał namawiać pracujących niedaleko górników do niezgody. Obok szczytu w 1884 r. staraniem towarzystwa postawiono altankę widokową, zniszczoną wiele lat po wojnie. W 2000 roku Towarzystwo Przyjaciół Głuchołaz postawiło w tym miejscu nową altankę. Diabelska Ambona (Čertova kazatelna) nad Jesenikiem. Nazwę Szubieniczna Góra noszą wzniesienia położone również przy innych okolicznych miastach i wsiach (Prudnik, Moszczanka, Osobłoga). Znajdowały się tam szubienice, gdzie wykonywano wyroki na złoczyńcach. Stawiano je w miejscach dobrze widocznych, gdyż miały odstraszać ludzi od czynienia złych rzeczy. Wiele z nich stało jeszcze na początku XIX wieku. Głuchołaską szubienicę odnowiono w 1706 roku, ale sto lat później, podczas wojen napoleońskich żołnierze spalili jej resztki w ognisku.

Czarownice torturowano w piwnicach nieistniejącego już dziś ratusza na środku Rynku. Był tam również piec do spalania ciał ofiar. Głównym narzędziem tortur był "tron czarownic" sprowadzony do miasta ze Zlatych Hor. Ofiara była sadzana na tym urządzeniu i spętana tak, że nie mogła się ruszyć. Siedzenie najeżone było gwoździami z tym największym, położonym na jego środku. Według niepotwierdzonych informacji "tron", w czasach, gdy był już bezużyteczny, miał znajdować się w Jarnołtówku.

Sabat

Piotrowe Kamienie pod Pradziadem. Tu, według wielu legend miały odbywać się straszne sabaty czarownic.

Czarownice również z Gór Opawskich miały swoje miejsce schadzek i spotkań z Czartem. Naszą opawską Łysą Górą były Piotrowe Kamienie znajdujące się w pobliżu szczytu Pradziada na terenie dzisiejszych Czech. Tam kobiety oddawały mu swoją cześć, tam również odbywała się wielka uroczystość połączona z orgią, podczas której czarownice spółkowały z diabłem.

Czarownice oddające hołd Szatanowi podczas sabatu.

Jak pisze Marek Sitko czarownice obwiniano o

najstraszniejsze grzechy przeklętych czarów, że ciężko zawiniły przeciw przykazaniom Bożym, zapomniały o swym Stwórcy, Zbawcy i Panu, zaparły się jego i jego świętych, a oddały się całym ciałem i duszą złemu, spółkowały dobrowolnie ze złym duchem, do czego przyznały się podczas przesłuchania.

Któżby pomyślał, że jeszcze jedna kobieta osądzona będzie i skazana jako czarownica w 2001 roku?

Proces czarownicy z 2001 roku

Proces rozpoczyna się.

W Zlatych Horach zebrał się spory tłum gapiów. Wśród mieszczan byli również przyjezdni, nawet z Królewskiego Miasta Prudnika. W napięciu oczekiwali jakiegoś wydarzenia. W końcu nadeszło wojsko. Za stojącą na podwyższeniu drewnianą ławą zasiadło trzech mężczyzn.

- To święty sąd! - szeptano w tłumie.

Z sąsiedniego budynku wyprowadzono oskarżoną. Brudna i obdarta, ze strachem patrzyła na potężnego mężczyznę w kapturze i jego pomocnika. Nie trwało to długo. Kat, bo o nim mowa znał swój fach, bez trudu przywiązał Ją do drewnianej kraty. Rozpoczął się proces. Oskarżona nie przyznaje się do zarzucanych jej czynów. Sędziowie nakazują katu, by rozpoczął tortury.Sędziowie przeczytali oskarżenia. Działalność kobiety wskazywała, na to, że była czarownicą. Ona jednak nie przyznawała się do zarzucanych jej czynów. Jeden z sędziów dał znak.

- Kacie! Do pracy!

Rozdygotany, ciekawski tłum obserwował męki zadawane niewiaście. W ruch poszły drewniane kołowrotki, naprężone ciało kobiety zaczęło się wydłużać do nadnaturalnych rozmiarów. Kat chwycił za pochodnię i ogniem przypiekał skórę wiedźmy. Na wpół przytomna kobieta przyznała się do obcowania z Diabłem.

Pochód prowadzi oskarżoną na miejsce straceń.

- Dość kacie!

Sąd nie zastanawiał się długo. Oskarżona zgodnie z przewidywaniami okazała się być służebnicą demona, przyznała się do tego. Zgodnie z prawem przeznaczona była dla niej tylko jedna kara, spalenie na stosie.

Przywiązana do pala, w towarzystwie wojska i gawiedzi została odprowadzona na miejsce egzekucji położone w południowej części miasta.

Kara dokonała się.

Inscenizacja o takim właśnie przebiegu odbyła się 27 kwietnia 2001 roku w czeskich Zlatych Horach. Tamtejsi społecznicy wraz z samorządem postanowili wykorzystać jeden z epizodów historii do promocji miasta. Proces odbył się na zapleczu Muzeum Miejskiego przy Rynku. Stamtąd pochód mieszkańców i turystów udał się w pobliże dziecięcego sanatorium, gdzie w dużym ognisku spalono kukłę czarownicy.

Katowskie narzędzia

Tron czarownic.

Gdzie w Górach Opawskich i okolicy zobaczyć można sale tortur i katowskie narzędzia?

Jesenicki pomnik upamiętniający XVII-wieczne procesy czarownic.

Najbliższa znajduje się w lochach muzeum w Zlatych Horach (Rynek) w Czechach. Mrożące krew w żyłach narzędzia uzupełniają rysunki przedstawiające sposoby ich użycia.

Miejsce pracy kata znajduje się w muzeum w Głogówku we wschodniej części powiatu prudnickiego, przy drodze krajowej nr 40 na odcinku Prudnik - Kędzierzyn-Koźle.

Tzw. "tron czarownic" obejrzeć można w Wodnej Twierdzy w Jeseniku w Czechach.

Sala tortur znajduje się na I piętrze renesansowego zamku Żerotinów w miejscowości Velke Losiny.

Prudnik bez skazy

Chwalebną kartą ziemi prudnickiej było to, iż w żadnym z jej miast nie odbyły się procesy czarownic. Prudnik, pamiętający problemy wynikłe z ekskomuniki nałożonej przez Kościół na miasto (patrz: Prudnik - miasto wyklętych) przychylnie przyjął podczas reformacji nową wiarę, tak że wkrótce w mieście katolicyzm posiadał marginalną pozycję. Wprawdzie kontrreformacja zmusiła mieszczan do powrotu na starą wiarę, jednak w Prudniku nigdy nie doszło do występków religijnych fanatyków.

Trzy kobiety palone żywcem. Jedna z nich roni płód (Anonimowy sztych z XVI w.)

Miastu należy się wielka pochwała za to, że nie prześladowano tutaj ani nie palono stosie czarownic
- pisał niemal sto lat temu ks. Chrząszcz o Prudniku -
Na sąsiednich, górzystych terenach płonęły stosy. Znajdowały na nich straszną śmierć nieszczęsne ofiary ludzkiego szaleństwa, najczęściej ułomne kobiety i leciwe mateczki. Ze zgrozą czytamy sprawozdanie o śmierci w płomieniach dziekana Krzysztofa Lautnera, spalonego 18 września 1685 roku w miejscowości Velke Losiny za czary: "Na stosie czytał in continuo najświętsze imiona Jezusa, Maryi, Józefa, nawet kiedy powrozy na jego rękach już się przepalily słychać było jego głośną modlitwę." Lautner był jakiś czas dziekanem w Osobłodze na Morawach. Nikt nie twierdzi, że walki religijne w Prudniku na należały do bezwzględnych, ale widowisko płonących ludzi zostało miastu oszczędzone.

Będąc w Głuchołazach i Zlatych Horach pamiętajmy o tamtych strasznych czasach. Pamiętajmy, że żaden człowiek nie ma prawa odbierania życia innemu człowiekowi. Pamiętajmy, że w imię walki ze złem tego świata nie możemy uciekać się do przemocy, bo wtedy zawsze giną i cierpią niewinni.