Góra Złośliwego Ducha PDF Tisk Email
Hodnocení uživatelů: / 7
NejhoršíNejlepší 
Napsal uživatel Andrzej Dereń (Prudnik)   
Pátek, 07 Srpen 2009 21:36
There are no translations available.

Nieprzyjazny duch Dębowej Góry najpierw postraszył mnie szkieletem na wpół objedzonej sarny, by potem przegonić mnie ze szczytu wichurą i gradobiciem.
... Dębowa Góra

Skłamałbym jeślibym stwierdził, że jest to jedno z najbardziej tajemniczych wzniesień Gór Opawskich. Prawdą jest jednak to, że dla turystycznej braci jest to szczyt znany jedynie z dokładnych map. Mało kto tam był, ja do niedawna również. Przede mną Dębowa Góra, 297 m n.p.m.!

Jako punkt startowy proponuję skrzyżowanie polnej drogi z dziurawą „asfaltówką” relacji Trzebina – Skrzypiec. Stoi tu przydrożny krzyż, dokładnie w miejscu, gdzie kiedyś kończyły się ziemie Trzebiny, a zaczynały pola Skrzypca. Co „sprytniejsi” mogą pojechać polną drogą dalej aż do lasu, ale po pierwsze nie radzę ze względu na zabłocone odcinki drogi, po drugie wycieczka to nie wyjazd na zakupy i nie trzeba samochodem wpychać się by le bliżej celu.

Wyprawa

   Ciepła, wietrzna, ale czasami słoneczna pogoda wyjątkowego w tym roku stycznia zachęca do wędrówki. W czasie pierwszych kilkuset metrów proszę kilka razy obejrzeć się za siebie. Ładne stąd widoki w kierunku Prudnika i Trzebiny z Biskupią Kopą w tle. Z prawej ujęcie wody, na pierwszych rozstajach skręcamy w lewo, potem w prawo i idziemy już cały czas prosto aż do lasu. Idziemy fragmentem starej drogi z Trzebiny do Krzyżowic. Kiedyś była ona bardziej wyrównana, ale pewnie po wojnie, przy komasacji gruntów, „dostosowano” ją do większych połaci pól. Około 100 metrów przed lasem, przy drodze, po lewej stronie stał krzyż (wg mapy sprzed 1918 r.). Dziś nie ma po nim śladu. W lesie napotykamy Krzyżkowicki Potok – prawy dopływ rzeki Prudnik. Zaglądam pod spód i już wiem, że to nowa konstrukcja, częściowo zniszczona (w Górach Opawskich spotkać jeszcze można mosty zbudowane z nieociosanego kamienia). Nieco dalej znajduję na wpół zjedzoną sarnę. Drzewa skrzypią, ptaszki nie ćwierkają, wieje, robi się straszno. Liczę żebra, zastanawiam się, czy aby na pewno w naszych stronach wilków nie ma i ruszam dalej. Za mostem wybieram drogę prowadzącą na skos w prawo (kier. południowowschodni). Dawno, dawno temu, gdy mieszkańcy ziemi prudnickiej byli poddanymi cesarza niemieckiego (i była już elektryczność), las z lewej strony należał do Dytmarowa, a las po prawej do Krzyżkowic, ale o tym później. Po kilku minutach „wspinaczki” przecinamy „autostradę” Lasu Trzebińskiego, czyli główną leśną drogę w tym kompleksie.

Idziemy dalej prosto. Właśnie wkroczyliśmy do lasu będącego kiedyś własnością szlachetnych mieszczan prudnickich. Anno Domini 1604 prudniccy senatores kupili od Jaśnie Pani Ludmiły Ożarowskiej wieś Krzyżkowice z polami, łąkami i lasami przynależnymi. Prudniczanin ze świadomością, że jest na swoim rusza w dalszą drogę. Po chwili las po prawej przerzedza się. W momencie kiedy droga zaczyna schodzić w dół należy skręcić w prawo i kierować się na przełaj na szczyt. Niestety duch Dębowej Góry nie wita mnie mile. Widać ceni sobie spokój. Zaczyna wiać, padać deszcz i... grad. Przy okazji przypomniałem sobie, że na wycieczki, nawet te najkrótsze należy zabierać ze sobą coś do okrycia głowy! Jednak nie daję za wygraną, klucząc między zaroślami wchodzę na szczyt, na którym odnajduję granitowy słupek z napisem „TP” (punkt topograficzny), świadectwo, że ktoś już zdobył Dębową Górę przede mną. Robię zdjęcie i schodzę dalej prosto na niewielką przełęcz, gdzie znajdują się ślady małego wyrobiska, być może kamieniołomu. Oczywiście w tym momencie duch Dębowej Góry dał mi spokój, przestało wiać i padać. Grzecznie przeprosiłem go za najście i omijając górę od południa dotarłem do „autostrady”, która po chwili doprowadziła mnie do dróżki, którą szedłem wchodząc na górę. Częściowo ubłocona droga polna była teraz w całości pokryta mazią. Wysmarowany po kolana dotarłem do samochodu.

   Tak zakończyła się moja pierwsza wyprawa. Dębową Górę polecam wszystkim tym, którzy lubią zdobywać to, o czym większość nie ma pojęcia. Prawie wszyscy byli na Biskupiej Kopie, ale kto był na Dębowej Górze. No, kto? Prawda, jaka satysfakcja? Bez wiedzy, którą przekazuję w tym tekście tutejsze lasy wydadzą się mało interesujące. Po drodze nie spotkałem miejsc krajoznawczo szczególnie  interesujących. Cicho tu, odludnie, no i ten duch Dębowej Góry.. oby i Wam nie dał się we znaki!

Co warto wiedzieć?

W polskich Górach Opawskich są dwa miejsca zwane Dębową Górą.

Pierwsze jest określeniem nawet nie wzniesienia, ale stoku Świętej Góry w Lesie Prudnickim, stąd nie będzie nas interesowała. Druga Dębowa Góra jest najbardziej na wschód wysuniętą kulminacją głuchołasko-prudnicko-lubrzańskiej części Gór Opawskich. Jest ona fragmentem większego masywu Gajnej, zwanej również Wężową Górą (363) w Lesie Trzebińskim. Jej wysokość względna od przełęczy oddzielającej ją od sąsiedniego Muflona (314) wynosi zaledwie 13 metrów. Dębowa Góra nie jest nazwą współczesną. Nazwa w jej odpowiedniku niemieckim (Eich Berg) pojawia się na mapach topograficznych sprzed 1918 roku i zapewne pochodziła od znajdującego się tu drzewostanu dębowego. Pod koniec XIX w. górną część wzniesienia porastały krzewy, ale już kilkanaście lat później teren ten pokrywał las, choć nie w takim zakresie jak dzisiaj, bowiem kończył się on przy dróżce przebiegającej najbliżej szczytu. Dalej było już pole lub łąka. Wschodni fragment Lasu Trzebińskiego był od 1604 r. własnością prudnickich mieszczan, którzy kupili wówczas Krzyżkowice, z należącymi do tej wsi polami i lasami. W XIX w. miejscowi chłopi wyzwolili się, ale lasy pozostały w domenie miejskiej. W 1921 r. las miejski rozciągał się na powierzchni 54 ha.

Na północ od Dębowej Góry dwa niewielkie fragmenty lasu należały pod koniec XIX w. do mieszkańców Krzyżkowic (Kröschendorfer Wald) i Dytmarowa (Dittersdorfer Wald). Nieco później doszło do bliżej nieokreślonych transakcji handlowych. Las krzyżkowiczan przejęli mieszkańcy Dytmarowa, oddając swój las chłopom ze Skrzypca (Kreiwitzer Wald). Dziś zwykłym obywatelom las może kojarzyć się jedynie z rozrywką i wypoczynkiem tymczasem jeszcze na początku XX w. był on źródłem wszelakich dóbr. Niegdyś zwyczajem było wypasanie świń w lesie dębowym. Wyjątkowy smak dawnego boczku zawdzięczano m.in. żołędziowej diecie świń. Należy również pamiętać o tym, że kiedyś węgla nie używano, a więc przez cały rok ludzie potrzebowali chrustu i drewna, a gdzie go szukać jeśli nie w lesie. Dlatego właśnie każda szanująca się wieś powinna była posiadać swój las, chyba że miała tak dobre ziemie, że wyprodukowane w nadmiarze płody rolne mogła bez przeszkód wymieniać na opał. Las to również materiał budowlany, kiedyś powszechny, bo najtańszy.

Aktualizováno Sobota, 08 Srpen 2009 14:26