Wejście do wnętrza Wieży Pogańskiej w Prudniku PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Andrzej Dereń   
niedziela, 10 maja 2009 12:09
Wieża pogańska

CO KRYJE PRAWDA?

Przez kilkanaście lat wpatrujesz się w pewien otwór, który choć jest kilkanaście metrów od ciebie okazuje się nieosiągalny. Za każdy razem, gdy obok niego przechodzisz zastanawiasz... się, co się za nim znajduje. Z lubością dowiadujesz się o najdziwniejszych opowieściach o tajemnicach ukrytych za "czarną dziurą". W końcu przychodzi czas na obsesję. Za wszelką cenę pragniesz dowiedzieć się prawdy... I pewnego dnia nadchodzi moment, kiedy spełnia się Twoje marzenie. Tajemnica otwiera przed tobą niewidzialne wrota niedostępności...

Wieża Pogańska jest najstarszym zabytkiem w Prudniku i jedną z najstarszych wież zamkowych w Polsce. Mimo swoich niecodziennych walorów jest niedostępna dla ciekawych jej wnętrza ludzi. Wejście do niej znajduje się na wysokości ponad 13 metrów. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat na temat wieży pojawiły się tajemnicze opowieści. Pierwsza z nich opowiada o tym, że...

Nikt dokładnie nie pamięta, kiedy to się zaczęło. Nikt, kto był tego świadkiem. Świadkiem dziwnych nocnych wydarzeń w wieży...

To było jakieś dwadzieścia lat temu. Ciepłe wieczory oznajmiały zbliżające się już lato. Jeszcze tylko zrywający się od czasu do czasu wiatr przynosił chłód. Tak zwolna każdy wieczór o tej porze roku zmierzał ku nocy. Rozpalające się światła lamp obnażały ubogość komunistycznych barw miasta. Ulice pustoszały. Zbliżał się czas nocy, czas ciszy.

Jednego z takich późnych wieczorów wracało do domu małżeństwo, które właśnie zakończyło drugą zmianę we Frotexie. Przemykali w milczeniu, to ciemnymi, to jasnymi ulicami Prudnika - Nyską, Piastowską w kierunku Rynku, gdzie mieszkali. Przechodząc koło Placu Zamkowego usłyszeli dziwne dźwięki dochodzące ze szpitalnego podwórza. Zatrzymali się na chwilę. Spojrzeli w kierunku szpitala, po czym chwyciwszy się za ręce ruszyli dalej. Jednak w tej samej chwili ów tajemniczy dźwięk ponownie obiegł najbliższą okolicę. Zatrzymali się, kolejny raz spoglądając w kierunku szpitala. Przestraszyli się. Wpatrzeni w ciemne kontury szpitalnych zabudowań wsłuchiwali się w przerywane powiewami wiatru głuche dźwięki.

- Chodźmy sprawdzić, co to za odgłosy? - wyszeptał z niepewnością mężczyzna.

Kobieta drżącą ręką uścisnęła dłoń męża i cichym głosem powiedziała:

- Boję się. Chodźmy do domu.

Niepokojące dźwięki, jakby nawoływanie powtarzały się w krótkich odstępach czasu.

- Chodź... - powtórzył mężczyzna.

Trzymając się za ręce ruszyli powoli w kierunku szpitalnego podwórza. Przeszli obok pustej portierni i kiedy wolnym krokiem wchodzili w pochłonięte mrokiem podwórko z ciemności wyłoniła się potężna Wieża Pogańska. Nieco przysłonięta drzewem monumentalna budowla robiła ogromne wrażenie. To z niej wydobywały się te tajemnicze dźwięki. To w jej wnętrzu coś się działo. Zadrżeli.

- Wracajmy... - szepnęła przerażona kobieta.

- Czekaj, tam ktoś stoi. - odpowiedział mężczyzna.

Przenikając ciemność tego miejsca sporadycznie rozrzedzoną przez wdzierające się z okien mgliste światło, podeszli do stojących u podnóża wieży osób. To byli dwaj pracownicy tutejszego szpitala z zaniepokojeniem wpatrujący się w jedyne wejście do wieży.

- Dobry wieczór. - powiedział przytłumionym głosem mężczyzna.

- Dobry wieczór. - odpowiedział jeden z pracowników szpitala.

- Co to za odgłosy? - zapytał mężczyzna.

- Też się zastanawiamy. - usłyszał w odpowiedzi.

- Może to wiatr w wieży? - zapytał nieśmiało mężczyzna.

- To nie wiatr. To trwa już kilkanaście nocy. Raz ten dziwny głos pojawia się wczesnym wieczorem, raz późną nocą; raz jest głośniejszy, raz jest cichszy... To nie jest wiatr. Tym bardziej, że dwa dni temu te odgłosy także było słychać, choć było bezwietrznie. To nie wiatr. Tam, wewnątrz wieży coś się musi dziać... - odpowiedział.

- Niektórzy pacjenci nie mogą spać gdy słyszą to "huczenie". - powiedział drugi z pracowników szpitala - Mówią, że w wieży jest duch...

Kilka tygodni później odgłosy zanikły. Oficjalnie poinformowano, że sprawcą wydobywających się o zmierzchu z wnętrza wieży odgłosów była sowa, która założyła tam gniazdo.
...a wieża do dziś skrywa swoje tajemnice. W ciszy...

Inna opowieść mówi o tajemniczych tunelach rozpoczynających się pod wieżą. Jedno z wejść ma się znajdować w sąsiedniej kamienicy, inne na terenie klasztoru Bonifratrów, w ratuszu, budynku muzeum (kiedyś miejskiego arsenału przy murach obronnych)...
Zawierającą wiele prawdy opowieścią jest ta, która podaje, że...

- ...to było jakoś w połowie lat sześćdziesiątych, w lecie. Mówili, że są konserwatorami zabytków z Wrocławia... Oferowali dobrą stawkę godzinową za pracę dla nich i zachowanie tajemnicy.
Zgodziłem się...

Kiedy miasto wyciszało się na noc, przychodziliśmy z całym sprzętem pod wieżę. Ja, dwóch innych pracowników, nie wiem skąd... i trzej "konserwatorzy". Mieliśmy długą drabinę, po której wchodziliśmy do wnętrza wieży. Latarki, kilofy, łopaty i wiadra na gruz. Skonstruowaliśmy prowizoryczny wyciągnik żeby można było spuszczać na dół wiadra z gruzem i ziemią z wnętrza wieży. Pracę rozpoczynaliśmy zawsze późną nocą...

Pod ciągłym nadzorem "konserwatorów" kopaliśmy w wieży przez prawie dwa tygodnie, noc w noc... Dokopaliśmy się do tunelu... Wtedy powiedzieli nam, że to już koniec naszej pracy... Zapłacili... Kazali milczeć... - opowiadał w latach osiemdziesiątych na łamach gazety Stanisław K., mieszkaniec Prudnika, który pracował w wieży dla tajemniczych "konserwatorów" z Wrocławia.

W grudniu 2001 roku próbowaliśmy się skontaktować ze Stanisławem K. w celu uzyskania bardziej dokładnych informacji na temat zagadkowej eksploracji Wieży Pogańskiej w latach sześćdziesiątych, jak i samego ówczesnego wyglądu wnętrza wieży. Jednak pod adresem, który znaleźliśmy w książce telefonicznej nie zastaliśmy go. Podobno kilka lat wcześniej sprzedał mieszkanie i się wyprowadził. Ale nikt z sąsiadów nie wie gdzie.

Kim byli tajemniczy "konserwatorzy zabytków"? Czego szukali w wieży? Dlaczego pracowali tylko późną nocą? O jakim tunelu opowiadał Stanisław K.? Te pytania wciąż pozostaną tajemnicą...

Wyposażony w tak znikomą i mało precyzyjną wiedzę wpadłem na pomysł wyprawy do wieży. Pod patronatem "Tygodnika Prudnickiego" oraz Telewizji Kablowej "Tele Info" odbyliśmy wycieczkę by zaspokoić ciekawość naszą oraz wielu mieszkańców ziemi prudnickiej. Przewodnikiem były przekroje wieży wykonane podczas ostatniego remontu w 1906 r. Jakie jednak było zaskoczenie, gdy okazało się, że plany różnią się od rzeczywistości.

PENETRACJA

15 listopada 2001 r. po godzinie 9.30 przystąpiliśmy do akcji. Strażacki wysięgnik powoli wznosił się w kierunku otworu. W końcu kosz przywarł do "dziury". Wejście do wieży znajdowało się w tym miejscu od początku jej istnienia. Tutaj człowiek może bez przeszkód stać, wejście jest wysokie i szerokie.Stawiając pierwsze kroki we wieży można dojrzeć wewnętrzną pustkę.Powoli i bardzo ostrożnie każdy wchodził do wnętrza najstarszego zabytku w Prudniku. Wejście do wieży stanowi jednocześnie korytarz, który łagodnie wznosi się w kierunku środka wieży, tu nagle urywa się, a zaczyna cylindryczne wnętrze przypominające studnię. Długość korytarza jest jednocześnie grubością ścian wieży. Imponująca! W połowie długości korytarza, w ścianie po lewej stronie zaczyna się inny, wąski korytarz prowadzący łukiem do góry. Tajemnicza metalowa klamra znajdująca się w ścianie przy wejściu do wąskiego korytarza.Na końcu pierwszego korytarza widać częściowo zniszczone sklepienie oraz następne pomieszczenie.Pod stopami da się wyczuć zniszczone schody. Korytarzyk wyprowadza nas na górę wieży. W tym miejscu ściany rozszerzają się, wnętrze staje się szerokie. Przy ścianach znajduje się płaska i wąska platforma wykorzystująca różnicę w zmieniającej się tu szerokości murów budowli. Nad głowami jest już tylko niebo. Niestety mury są zbyt wysokie by można było stąd wychylić się i obejrzeć okolicę. Zwieńczenie wyrównane jest za pomocą wypełnień z cegieł, Nad korytarzem kończy się sklepienie. Szerokość murów wieży zwęża się w tym miejscu. Po usunięciu gruzu można by było swobodnie przejść po płaskiej platformie wokół wnętrza wieży (na zdjęciu Walenty Steć i Przemysław Galert).Skręcamy w bok i pniemy się wąskim, stromym i łukowatym korytarzykiem do góry. Widok w dół w stronę wyjścia (na zdjęciu Andrzej Dereń).otynkowanych pochodzące najpewniej z czasów remontu z 1906 r. Wewnętrzne ściany szczytu wieży nie są już ośmioboczne, ale okrągłe. Jest tu wnęka po oknie, która została zamurowana. Wypełnienie z cegieł w kształcie kwadratu można zobaczyć od zewnątrz, od strony szpitala. Interesującą ciekawostką jest sklepienie znajdujące się poniżej poziomu wejścia do wieży, którego nie było na przekrojach z 1906 r.!

Drzewo, które wyrosło u szczytu wieży.Nad wyjściem z wąskiego korytarza znajduje się wnęka po dawnym otworze strzelniczym.

Dlaczego? Może już wtedy wnętrze wieży zasypane było gruzem? Jeżeli tak, to później - może już po wojnie ktoś przekopał się do sklepienia i wszedł do niższego pomieszczenia, które dziś jest częściowo zasypane. Może poniżej jest jeszcze jedno podobne pomieszczenie? Istniejący podział dowodzi jednoznacznie, że budowla podzielona była na kondygnacje. Nie wiadomo co jest na poziomie gruntu. Może słynny tunel?

porównanie przekrojów wież z Opola, Legnicy i Prudnika.

Wbrew wcześniejszemu przekonaniu przekroje wieży z 1906 r. nie zostały wykonane precyzyjnie. Różnica w odległości między poziomem gruntu a wejściem do wieży między przekrojem a rzeczywistością wynosi ponad 1 metr. Na przekroju nie było sklepienia. Jego odkrycie upodabnia nieco naszą wieżę do innych tego typu obiektów w Polsce. Przykłady możemy zobaczyć na przekrojach XIII- i XIV-wiecznych wież w Opolu i Legnicy

(wg Grundmanna)

(w kolejności od lewej przekroje wież z Opola, Legnicy i Prudnika)

Widok z góry do wnętrza wieży. W prawej górnej części zdjęcia widać korytarz prowadzący od wejścia. W środku zniszczone sklepienie. Można dojrzeć niewyraźne zasypane dno dolnego pomieszczenia. Belka ciągnie się od wejścia (widać z poziomu ziemi) aż do przeciwległej ściany budowli.Wędrówka po wieży była niebezpieczna. Niestety jej wnętrze jest w o wiele gorszym stanie niż zewnętrzne mury. Obsypane kamienie mieszają się z potężną ilością ptasich odchodów, które wszędzie utworzyły grubą i śliską warstwę. Poruszanie się po niej nie jest łatwe, zwłaszcza, że zawsze obok towarzyszy dziura, do której nieuważny wędrowca mógłby z łatwością wpaść. Brak dachu powoduje, że woda i śnieg swobodnie dostają się do wnętrza niszcząc wieżę od środka. Tutejsze warunki nie przeszkodziły nawet wyrośnięciu tu dwóch drzewek, z których jedno już uschło. Z sercem na ramieniu opuściliśmy Wieżę Woka. Potężne wrażenie wywarła na nas podróż do tego pradawnego zabytku - miejsca, które łączy historię początków naszego miasta z dniem dzisiejszym. Mimo satysfakcji z uwieńczonej sukcesem wyprawy pozostała troska o stan wieży.Uczestnicy wyprawy. Najwyższy czas pomyśleć o przeprowadzeniu remontu i założeniu przynajmniej prowizorycznego dachu na szczycie. W 2006 minie sto lat od czasu ostatniego remontu!

Pamiętnego 15 listopada do wieży weszli: Walenty Steć ("TP"), Przemysław Galert ("TP"), Andrzej Dereń ("TP"), Ryszard Kasza ("Tele Info"), Norbert Rzonsa (straż) i Piotr Gajda (straż). Akcję obserwował Antoni Weigt - redaktor naczelny "TP". Relacja z wyprawy zaprezentowana została w "Tygodniku Prudnickim" oraz w prudnickiej Telewizji Kablowej "Tele Info".

Poprawiony: niedziela, 10 maja 2009 12:16